|
Dzień dobry!
-
|
|
|
Niezłe płyty
23.03
'09
|
Los Agentos - Afrykański Śnieg„Blues [ang = troski, rozterki], negro-amer. Gatunek pieśni osobistej (solowej) o strukturze responsorialnej call and response. Wyrosły z wcześniejszych gatunków, takich jak work song i song sermon, b. Był też silnie związany z brytyjską balladą.
Najbardziej charakterystyczną formą b. jest ½-taktowa zwrotka a-a1-b. Poetyka b. Operuje asonansami, rymami i nieregularną stopą metryczną dostosowaną do improwizowanych treści, obejmujących wszystkie regiony życia i ludzkich doświadczeń... .” (Encyklopedia Muzyki - Wydawnictwo Naukowe PWN). Na szczęście, o ile definicje i pochodzenie gatunków muzycznych mają znaczenie dla muzykologów i historyków kultury, o tyle przeciętnego klienta sklepów fonograficznych najczęściej niewiele interesują. Album „Afrykański Śnieg” narobił sporo zamieszania, zanim jeszcze się ukazał. Dlaczego? Ano dlatego, że grupa muzyków do tej pory kojarzona dość jednoznacznie z bluesem, nagrała coś, co bluesowym purystom nie bardzo do definicji pasowało. A jak jest naprawdę? Czy jest to jeszcze blues czy już nie? Proponuję zostawić problem teoretykom i bez uprzedzeń przysłuchać się płycie. Przyznać trzeba, że muzyka zarejestrowana na tym krążku, jest mocno eklektyczna. Słuchać tu echa world music, trochę za sprawą egzotycznych instrumentów perkusyjnych, na których gra Andrzej Serafin, ale też dzięki oryginalnym kompozycjom i nietuzinkowym aranżacjom. Znajdziemy na płycie także coś na kształt rockowej ballady, chociaż w nietypowej aranżacji i instrumentacji. Jest też (malkontenci pewnie stwierdzą ze za mało) blues. Uważny słuchacz znajdzie rytmy dziwnie podobne do tego, co grała zbuntowana młodzież w czasie pierwszych edycji festiwalu jarocińskiego. Mimo, że twórcy płyty czerpali z tak różnych źródeł, efektem ich pracy jest spójny i bardzo interesujący album. Przy pierwszym przesłuchaniu zaskakuje nas każdy kolejny track. Kiedy jednak słuchacz zdecyduje się na powtórne spotkanie z tą muzyką lista i kolejność utworów wydaje się oczywista. Doświadczony melomanom powinien być przygotowany na wielokrotne deja vu. Jednak za każdym razem będą to dźwięki z innej bajki i całości nie da się pomylić z inną płytą, a żadnej piosenki z inną piosenką. Płytę otwiera śpiewany po Francusku przez Bożenę Okoniewską La Neige Africane. Wystarczy zamknąć oczy, żeby znaleźć się na tropikalnej wyspie porośniętej palmami kokosowymi. Taki nastrój tworzą instrumenty perkusyjne w sprawnych rękach Andrzeja serafina i powtarzany, niby mantra motyw grany na harmonijce przez Roberta Lenerta. Linia 129. Znowu z głośników dobiegają dźwięki rodem z kokosowego raju (zgadnijcie kto gra na marimbie), tekst jednak opowiada, nie o cudownych wakacjach, ale o dusznej atmosferze panującej w miejskich środkach komunikacji. Tym razem śpiewa Bożena Mazur, a z południowymi rytmami kontrastują elektryczne gitary Olka Górnego i Stanisława Greli. Tekst utworu Pełna Kontrola opowiada o zgubnych skutkach dobrej zabawy. W tej piosence głosu udzielił Piotr Lubertowicz śpiewając do spółki z Bożeną Mazur. Początek tego utworu, to jeden z momentów a płycie, który każe mi przypuszczać, że i mnie i muzykom zdarza się słuchać tych samych artystów. Dam sobie uciąć cokolwiek, że należy do nich Captain Beefheart i Tom Waits. Utwór czwarty to śpiewany znowu po francusku przez Bożenę Okoniewską Vinyl . Cokolwiek egzystencjalny tekst tej piosenki został przetłumaczony umieszczony na okładce. Jeszcze kawałek Andyego Strooda Be My Hasband i już słyszymy pierwsze takty Afrykańskiego Śniegu. Zaczyna się od pojedynczych dźwięków granych na gitarze barytonowej przez Pawła Okoniewskiego, ale już za chwilę Robert Lenert przypomina nam, że swoją przygodę z muzyką zaczynał od gry na gitarze. Do tego dochodzą perkusjonalia i harmonijki Lenerta. Znowu nie dają spokoju skojarzenia. Nic dosłownego, nie może być mowy o prostym naśladownictwie, ale do głowy przychodzą obrazy z westernów Sergio Leone do których muzykę pisał Ennio Morricone, a w uszach brzmi gitara Ry’a Coodera z filmu Paryż Teksas. Afrykański śnieg to nic innego jak kompletnie przearanżowany i zaśpiewany przez Roberta Lenerta La Neige Africane. Moim zdaniem to najmocniejsza pozycja na tej płycie. I tak docieramy do połowy albumu. Przed nami jeszcze piosenka o tragicznie kończącej się miłości, Przeszło Mi (uwaga! Nie słuchać w depresji), a zaraz potem instrumentalny Broke My Baby’s Heart, temat Ronniego Barrona. Do końca płyty zostają jeszcze cztery utwory i cztery razy zmienia się nastrój. W songu Pasażer tekst opowiada o samotnym podróżnym, czekającym na małej stacji na ekspres, który i tak się tam nie zatrzymuje. Dni mijają, a on cały czas liczy na to, że coś się wydarzy (może wybory?) Czyżby nam ta historia coś przypominała? Sopot to wspomniane wyżej quasi jarocińskie rytmy. W Moim Małym Mieście to romantyczna ballada wyśpiewana przez duet Bożena Mazur / Piotr Lupi Lubertowicz... i... koniec.!? Już? Listę utworów zamyka Leniwiec. Tylko niecałe trzydzieści osiem minut. To jedyny minus tej płyty. Chciałoby się jeszcze słuchać, a jedyne co można zrobić to powtórnie wcisnąć guzik z napisem play. Tomek Mały Kotyla 1. LA NEIGE AFRICAINE /Robert Lenert - Robert Lenert, Bożena Okoniewska/ 3.43 Bożena Mazur - wokal/2,3,5,9,10,11,12/ Nagrań dokonano w Studio OTD w Krośnie, zimą 2008/2009. P&C 2009 FLOWER RECORDS, FCD 017 http://www.bluesflowers.com/flower/ |
|
|
Politechnika Rzeszowska
Akademickie Radio i Telewizja Centrum © 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone |
|
|
|
|
Wszystkie materiały prezentowane na stronach serwisu www.radiocentrum.pl (np. teksty, layout, grafiki, zdjęcia, logotypy, kod html/css etc.)
chronione są prawem autorskim. Ich nieautoryzowane wykorzystanie w jakikolwiek sposób jest karalne. |
|