Dzień dobry! -

Radio Centrum w anegdocie

Wszyscy jesteśmy radioaktywni.
Te słowa, brzmiące jak spełnienie złego proroctwa, dotarły do słuchaczy Akademickiego Radia Centrum (ARC) w samo południe 31 grudnia minionego roku. Ich osłupienie potęgował fakt, że przecież była to data dość szczególna i zgodnie z zapowiedziami mediów wszystko mogło się zdarzyć. Na szczęście była to zapowiedź czegoś zupełnie innego, właśnie bowiem tymi słowami prezenter radiowy zainaugurował obchody 5-lecia działalności ARC na falach eteru. Kiedy się okazało, że sprawa dotyczy tylko radiowców i to w dodatku "aktywnych inaczej", wszyscy odetchnęli z ulgą i w skupieniu zaczęli słuchać, jakimi to rodzajami aktywności dziennikarze z Centrum zajmowali się przez pół dekady.

W działalności Radia Centrum zdarzały się rzeczy śmiertelnie poważne, ale też śmieszne. Dlatego ku przestrodze jednych, a uciesze innych postanowiłem przytoczyć kilka faktów, które na długo zapisały się w naszej pamięci.

Rok 1994
"Zmięty inaczej"

Gdzieś w połowie grudnia, kiedy to szybkimi krokami zbliżał się dzień uruchomienia programu radiowego, równie szybko dochodziło do konsultacji pracowników radia z władzami uczelni. Taka też konsultacja zdarzyła się jednemu z naszych pierwszych radiowców, kiedy to, po nieprzespanej nocy, został nieoczekiwanie zaproszony na rozmowę z Rektorem. Nie dość, że chłopak zaspał, to jeszcze żona nie zdążyła wyprasować mu koszuli. Tak więc, w lekko nieświeżym stanie, podążył na spotkanie. Jakież było jego zdziwienie, kiedy po kilku rzeczowych pytaniach Rektor zauważył: "Strasznie jest pan dzisiaj zmięty panie Wojciechu". Kolega, nagle oderwany od toczącej się dyskusji, z wrodzoną sobie szczerością odparł: "Ależ panie Rektorze, ja jeszcze dzisiaj nic nie piłem". Wyznanie to pozostało bez komentarza.

Rok 1995
"Bufet - słucham"
Po pierwszych miesiącach nadawania udało się nam podpisać sporo umów z firmami fonograficznymi, które bezpłatnie dostarczały do radia płyty z najnowszymi nagraniami wykonawców polskich i zagranicznych. Był to również czas, kiedy redakcji muzycznej przewodził Krzysztof Bara - znany lider rzeszowskiej kapeli "Wańka Wstańka", występujący pod pseudonimem artystycznym "Bufet". Wtedy to właśnie do sekretariatu radia zadzwoniła koleżanka z firmy Sony Music, prosząc o połączenie z szefem redakcji muzycznej. Kolega z sekretariatu przełączył rozmowę do Krzyśka, a ten, podnosząc słuchawkę, zaintonował: "Bufet -słucham". Po kilku sekundach ciszy rozmówczyni, lekko zbita z tropu, odparła: "Aleeeja chciałam z redakcją muzyczną".

Rok 1996
"Zawód - dziennikarz"
W pewien piękny wieczór, po bardzo wyczerpującej pracy, polegającej na zmontowaniu kilku materiałów dziennikarskich, jeden bardzo znany reporter naszej rozgłośni postanowił wraz z kolegami zrelaksować się w jednej z rzeszowskich dyskotek. Po kilkunastu minutach w oko wpadła mu wysoka i, trzeba przyznać, dość ładna dziewczyna. To Szwedka - od razu zawyrokowali koledzy. Skąd Szwedka w Rzeszowie? - nie chcąc uwierzyć, zastanawiał się reporter. Na pewno uczy tu angielskiego, z widzenia ją znamy - podpuszczali koledzy. I chyba do tego podpuszczania mieli talent, gdyż wmówili reporterowi, że to właśnie on powinien z nią nawiązać znajomość. Po kilku łykach piwa (bezalkoholowego -rzecz jasna), dla dodania sobie otuchy, reporter podszedł do dziewczyny i zapytał:" What 's Your name?". Dziewczyna wzruszyła ramionami i z pełnym niezrozumieniem w oczach dość dziwnie patrzyła na rozmówcę. Sięgając pamięcią do czasów szkolnych, reporter świadom, że znajduje się pod czujnym obstrzałem kolegów, zapytał niewzruszony: "Wie heisst du". Ale i to, mówiąc szczerze, nie dało żadnego rezultatu. Mocno zdenerwowany powiedział: "Sorry", odwrócił się i już miał odejść, kiedy to nieoczekiwanie dziewczyna złapała go za ramię i swojsko brzmiącym językiem zapytała: "Kak tiebja zawut?. "Dziennikarz"-odparł zadowolony reporter. Nie trzeba chyba dodawać, że jego koledzy ten z pozoru niewinny żart przypłacili potężnym atakiem śmiechu, skutkiem czego była, mocno dająca się we znaki, kolka żołądkowa.

Rok 1997
"Niezmiernie zażenowany"
W październiku, tuż przed oficjalną inauguracją roku akademickiego, w rzeszowskiej filii UMCS pewien początkujący dziennikarz zaprosił na wywiad do studia prorektora tejże uczelni. Trzeba przyznać, że do rozmowy przygotował się solidnie. Tak więc wydawca programu był zupełnie spokojny o jego przebieg. Nie przewidział tylko tego, że w momencie, kiedy w radiu pojawi się zaproszony gość, początkującemu dziennikarzowi zaczną puszczać nerwy. W końcu miał być to jego pierwszy duży wywiad na żywo. Ponieważ wszystkie pytania miał spisane na kartce, realizator programu pocieszał go, że na pewno będzie to bardzo dobry wywiad. Trzeba było jednak zobaczyć jego minę, kiedy po włączeniu mikrofonu w pierwszych swoich słowach dziennikarz powiedział: "Panie rektorze, jestem niezmiernie zażenowany, że jest pan dzisiaj z nami w studiu". Na szczęście po dłuższej ciszy, widząc zdenerwowanie dziennikarza, prorektor udał, że w ogóle nie słyszał powitania i jak gdyby nic się nie stało, rozpoczął rozmowę.

Rok 1998
"Drobny mezalians"
Rok 1998 był rokiem dość szczególnym, ze względu na coraz bardziej nagminne nadużywanie przez studentów wyrazów i zwrotów obcych. Podobnie było też i z rzadko używanymi obecnie słowami polskimi, których - niekoniecznie w dobrym znaczeniu -próbowała używać, pozująca na intelektualistów, część młodzieży szkół średnich. Ta moda nie mogła więc przejść bez echa w radiu. Dlatego też specjalnie nie zaskoczyła nas rozmowa telefoniczna, jaką zafundował sobie dziennikarz z sekcji kultury. Dzwonił do znanej firmy Warner z prośbą o przesłanie nagród na konkursy antenowe dla słuchaczy. Trafił dobrze - telefon odebrała szefowa promocji Warnera. Po przedstawieniu się kolega powiedział: "Mam do pani drobny mezalians". Sam pamiętam, jak redaktor programowy (świadek rozmowy) po tak uroczym wstępie z rozpaczą w oczach uderzył czołem o blat biurka. Na szczęście programowy przeżył, a nagrody doszły.

Rok 1999
"Fajna nawijka"
Tuż przed wakacjami, kiedy to sesja egzaminacyjna zbierała jeszcze obfite żniwo, a absencja w radiu sięgnęła zenitu, pewnego doświadczonego dziennikarza poproszono o zastępstwo w programie porannym. Ten bardzo sumienny człowiek w rozgłośni pojawił się tuż po piątej, by solidnie przygotować się do audycji. Program rozpoczął punktualnie o szóstej. W tym czasie szef techniczny, spokojny o losy emisji, spał w najlepsze. Jakież jednak było jego zdziwienie, kiedy to po włączeniu radia ok. 8.30 usłyszał    ciszę
w eterze. W pierwszej chwili pomyślał, że kolega po prostu zapomniał i natychmiast zadzwonił do niego do domu. Tam poinformowano go, że już dawno wyjechał do radia i właśnie prowadzi program. Bojąc się najgorszego, czyli jakiejś dramatycznej awarii sprzętu nadawczego, techniczny wsiadł do samochodu i pojechał do rozgłośni. I tu zdziwił się po raz drugi, kiedy zobaczył, że kolega w najlepsze program radiowy jednak prowadzi. Po chwilowej konsternacji, nic nie mówiąc prowadzącemu, sprawdził wszystkie urządzenia i z drwiną w głosie oznajmił: "Fajnie nawijasz, ale zapomniałeś włączyć nadajnik". Na doświadczonego dziennikarza podziałało to jak cios w policzek. Czerwony ze złości powiedział krótko: "To był jeden z moich najlepszych programów, zastanawiałem się tylko dlaczego słuchacze nie dzwonią na konkursy. Teraz wiem, że przez 3 godziny gadałem do siebie".
Trzeba dodać, że był to jego ostatni program poranny i do chwili obecnej pracuje tylko wieczorem lub nocą.

Zebrał i opracował Andrzej Blahaczek

Gwiazdy i Vipy

2006-09-02

Koncert Walentynkowy

2012-02-03 - 2012-02-14

Bilety:: 25 zł normalny, 15 zł ulgowy

  Nasz telefon: 017 85 40 222
  Nasz GG: 2793577

Politechnika Rzeszowska

Polskie Rozgłośnie Akademickie
Politechnika Rzeszowska
Akademickie Radio i Telewizja Centrum

© 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone
Wszystkie materiały prezentowane na stronach serwisu www.radiocentrum.pl (np. teksty, layout, grafiki, zdjęcia, logotypy, kod html/css etc.)
chronione są prawem autorskim. Ich nieautoryzowane wykorzystanie w jakikolwiek sposób jest karalne.